wtorek, 17 lutego 2015

'Ciota', 'pedał', 'lachociąg' i inne tego typu przezwiska słyszałem na porządku dziennym w szkole.
   Mam na imię Louis, mam 17 lat i chodzę do 2 liceum. Tak, jestem gejem. Moim tyranem jest Harry Styles i reszta jego paczki, czyli Zayn Malik, Liam Payne i Niall Horan. Ja niestety nie mam przyjaciół ani nikogo do kogo mógłbym się odezwać.
     Właśnie przemierzam szkolny korytarz modląc się by nie spotkać Stylesa.
-Witaj cioto - usłyszałem głos Harry'ego i zostałem pochnięty na szafki, przez co moje plecy niemiłosiernie zabolały
-C.cz.czego chcecie?
-Biedny mały Louis'ek się boi - wyciągnął swoją rękę i dotknął nią mojego policzka.
-P.przestań p.proszę - jakałem się próbując się od niego odsunąć. Niestety nic to nie dało, ponieważ przytrzymał mnie za ramię mocno je ściskając. Syknąłem z bólu. W moich oczach zebrały się łzy.
-Nasz pedałek płacze. Naprawdę mi przy...
-Styles, Horan, Payne, Malik! Natychmiast odsunąć się od Pana Tomlinsona! - krzyknął dyrektor który znikąd pojawił się na korytarzu.
-Kiedy my tylko rozmawiamy - odciął się Malik.
-Do klasy! Już!
-Dobra, dobra.
-Jeszcze to dokończymy Tomlinson - wyszeptał Harry, a ja już zacząłem się bać bo wiem że po szkole czekają mnie gorsze rzeczy.

     ~po skole~

Szedłem spokojnym krokiem do domu mijając wiele śpieszących się ludzi. Znikąd pojawił się Styles ze swoją watachą.
-Siema Tomlinson. Pamiętasz co ci obiecałem? - przełknąłem ślinę kiedy oni powoli wpedzali mnie w ślepy zaułek.
-Proszę. Po prostu z.zostawcie mnie w s.spokoju. - błagałem
-Twoje błagania na nic się nie zdadzą, cioto. - podszedł do mnie Zayn z papierosem w ręku.
-Wiesz co to jest? - pokazał mi papierosa a ja powoli pokiwałem głową.
    Odsłonił mi ramię, a ja wiedząc co chcę mi zrobić zacząłem się szarpać. Przyparł mnie do ściany wypuszczając dym prosto na moją twarz. Zacząłem kaszleć nie przyzwyczajony do zapachu papierosów.
-Proszę. Nie! Zostaw. Błagam!  Pomocy! Niech mi kto... - w tym momencie przyłożył papierosa do mojego ramienia. - Ałaa! P.puśćcie mnie proszę! - dławiłem się własnymi łzami. Rana na ręce strasznie mnie piekła - P.przestań. Błagam. Z.z.zostaw m.mnie. Ja... Naprawdę przestań. To boli. - bełkotałem bez sensu.
-Zamkniesz się w końcu? - wysyczał mi do ucha i jeszcze cztery razy przypalił moje ramię.
-Ała! P.przestań! Z.z.zayn to boli! Zostaw. N.nie dotykaj m.mnie! - szarpałem się na wszystkie strony. Zayn złapał mnie z obolałe ramię przez co wydałem z siebie pisk.
-Uspokoisz się w końcu czy mam cię jeszcze poprzypalać?! - warknął.
-Jesteście jebanymi homofobami! Nic wam przecież nie zrobiłem! Czemu się na mnie uwzięliście?! Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, a wy skreśliliście mnie bo jestem gejem! - zaszlochałem i osunąłem się po ścianie z bezsilności. Ukryłem twarz w dłoniach. - Myślałem, że przyjaciele są ze sobą niezależnie od wszystkiego. Tymczasem wy zostawiliście mnie przez moją pieprzonom orientację. Rozumiem, że nigdy nie byliśmy przyjaciółmi, mam rację? Nawet nie odpowiadajcie. - wstałem z ziemi i podniosłem moją torbę. Spojrzałem na nich, którzy w szoku patrzyli się na mnie. - Wiedzcie tylko tyle, że ja nigdy o was nie zapomniałem i nie zapomnę - wyszeptałem a z moich oczu popłynęły łzy. Przepchnąłem się koło nich i sprintem pobiegłem do domu.
     Wbiegłem do pokoju i zamknąłem drzwi na klucz. Wszedłem do mojej oddzielnej łazienki i zacząłem szukać żyletek. Gdy udało mi się je znaleźć usiadłem na ziemi i oparłem się o ścianę. Zbliżyłem ostrze do nadgarstka i zrobiłem pierwszą kreskę. Zrobiłem jeszcze kilka ruchów ręką i wyszło mi 'BFF =  L, L, Z, H, N'. Zacząłem płakać a przed oczami zrobiło mi się ciemno. Po chwili nie czułem już nic. Ogarnęła mnie błoga cisza.
'Mam nadzieję że już się nie obudzę' przeszło mi przez myśl. Odplynąłem.

Obudziłem się w białym pomieszceniu. Czuć było środki czystości i rękawiczki lateksowe. Szpital. Nie! Dlaczego?! Kto mnie uratował i po co?! Ja miałem umrzeć! Próbowałem wstać ale nie mogłem. Moje ciało było zbyt słabe. Poczułem, że mam w nosie jakąś rurkę przez co zacząłem się dusić. Rzucałem się na łóżku próbując to wyjąć. Osoba obok mnie na krześle poruszyła się.
-Louis, spokojnie. - powiedział Irlandzki akcent i usłyszałem naciskanie guzika. 'To pewnie po pielęgniarkę'.
    Do sali weszła kobieta odziana w biały fartuch. Miała blond włosy i niebieskie oczy. Na oko wygląda na 30 lat.
-Witam. Jestem Victoria i jestem twoim lekarzem. - uśmiechnęła się w moją stronę i podeszła do łóżka. - Przestań się ruszać kochanie. Muszę ci to wyjąć. Poczujesz coś jak wyciąganie nitki. Tylko nie panikuj skarbie. - powiedziała i zaczęła powoli wyciągać rurkę z mojego nosa. - No zrobione. Chcesz wody? - pokiwałem głową i Victoria podała mi kubeczek. Wypiłem całość.
-Dziękuję. A tak w ogóle to jak się tu znalazłem?
-Twoi koledzy znaleźli cię nie przytomnego w domu i zadzwonili po pogotowie.
-Mhmm...
     Lekarka wyszła a ja spowrotem położyłem się na łóżku.
-Jak się czujesz? - usłyszałem głos Liama.
-Nie udawaj, że cię to obchodzi - warknąłem
-Obchodzi.
-Ta, jasne. Po prostu stąd idźcie, chyba że znowu chcecie mi coś zrobić, więc teraz macie szansę bo nie mam jak się obr...
-Ucisz się człowieku. Nie chcemy ci nic zrobić. Przyszliśmy przeprosić. - odpowiedział spokojnie Harry.
-Myślisz, że jak przeprosicie to te przypalenia i wszystkie blizny, które mi po was zostały znikną?! - wysyczałem.
-Wiemy, że nie znikną ale to co dzisiaj powiedziałeś dało nam do myślenia. Wiemy też, że źle zrobiliśmy skreślając i dręcząc cię z powodu twojej orientacji. My naprawdę przepraszamy Louis. - powiedział z wyraźną skruchą w głosie Niall.
-Wybacz nam BooBear! - powiedzieli chórem a mi zmiękło serce. Jeżeli pamiętali ksywke to znaczy, że o mnie też nie zapomnieli.
-Pamiętacie to? - wyszeptałem zakrywając usta dłonią.
-Jak moglibyśmy zapomnieć Tommo? - uśmiechnął się Zayn - I naprawdę przepraszam za tę przypalenia.
-Jest okej. Jest ich pięć więc będą mi o was przypominać.
-Kurwa no... Nie rozumiem cię! Wyrządziliśmy ci tyle złego a ty mam tak o wybaczasz?! Co jest z tobą nie tak koleś?! - zirytował się Niall.
-Ni po pierwsze to wszystko ze mną Okej. Po drugie każdy zasługuje na drugą szansę.
-Ale...
-Zamknij się i mnie przytulcie!- zachichotałem i wyciągnąłem w ich stronę ręce.
    Rzucili się w moje ramiona i przytulaliśmy się przez jakieś 5 minut.
-Zdecydowanie masz za dobre serce LouLou. - westchnął Z.
-Nie marudź już.
-Fajne znamię sobie wyciąłeś na nadgarstku ale więcej tego nie rób. - powiedział Li głaszcząc moje włosy.
-Przepraszam, tato.
    Zaśmialiśmy się.

    Od tamtej pory wszyscy trzymamy się razem i pomimo małych kłótni nic nas nie rozdzieli.

~^~^~^~^~^~^~^~^~^~^~^~^~^~^~

             Z góry przepraszam za błędy...

Imagin może nie jest jakiś idealny ale uwierzcie mi - starałam się.

Komentarze miło widziane

czwartek, 22 stycznia 2015

Chcecie?

Witajcie spowrotem!
Czy chcecie żebym dodała teraz imagina?

To tyle z notatki. Wiem strasznie 'długa'... Haha
  

           Bye

Witam! :D

Witajcie na moim pierwszym blogu!
Mam na imię Patrycja, mam 14 lat. Hmm... Lubię słuchać muzyki ^^ mój ulubiony zespół to One Direction. Ulubiony kolor to czerwony i czarny. To chyba na tyle :).

            Bye...